Autor „Uwikłania” na antenie radiowej Trójki tłumaczył, o co chodziło mu w swoich słowach:

Zostałem skandalistą po odebraniu paszportu „Polityki”. (…) Byłem zszokowany, że nie zostało to zrozumiane. Po odebraniu paszportu, wiedziałem, że na sali są różni oficjele. Trzeba być bezczelnym, by w obecnym stanie polskiej kultury przyjść grzać się w blasku fleszy na imprezie kultury. Chciałem obrazić pana prezydenta, a nie panie, które pracują w bibliotece w Białej Podlaskiej — mówił pisarz.

Miłoszewski raz jeszcze apelował, by nie traktować jego wypowiedzi w kontekście „wyciągania ręki” po pieniądze publiczne.

Miłoszewski nie upomina się o pieniądze, ale o rozwiązania systemowe. (…) Żebyśmy byli społeczeństwem mądrym, chodzącym do kina i teatru. Nigdy nie głosowałem za tym, by rozdawać pieniądze artystom. Walczę z zaniechaniem – wszystkie społeczeństwa nowoczesne opierają się na nauce i kulturze. To jest pytanie, czy chcemy być społeczeństwem taniej siły roboczej. (…) Dla przykładu – Amazon uznał, że jesteśmy zbyt głupi, by kupować książki, ale nadajemy się do tego, by obsługiwać magazyny z książkami — mówił autor.

Jak tłumaczył autor „Ziarna Prawdy”, ma pretensje wobec całej rzeszy rządzących, którzy nie są w ogóle zainteresowani stanem kultury w Polsce:

W każdej branży znajdziemy coś, co wymaga, by urzędnicy i ludzie, którzy są urzędnikami, przez chwilę stworzyli dobry klimat. Potrafisz wymienić polityka, który powiedział, że był na polskim filmie? Że czyta coś więcej niż Trylogię? No, może Małgorzata Omilanowska, ale i ona przejęła urząd po Bogdanie Zdrojewskim, którego oceniam szalenie negatywnie — podkreślił.

Laureat paszportu „Polityki” mówił też o koniecznej ustawie o książce, co pozwoliłoby dotrzeć z literaturą i kulturą do szerszego gremium obywateli.

Nie rozumiem, dlaczego filmy finansowane z pieniędzy publicznych, teatry z pieniędzy publicznych nie są dostępne dla wszystkich. Dlaczego wszystkie przedstawienia teatralne miesiąc po premierze nie są dostępne dla wszystkich w internecie? Wszyscy się na nie składamy! To są proste rzeczy. Dlaczego jest tak, że filmy finansowane z pieniędzy publicznych są za grube pieniądze sprzedawane TVP? Najpierw dokładamy się do filmów, a potem dokładamy się do TVP, by Telewizja mogła ten film wyemitować u siebie — wyliczał Miłoszewski.

To bardzo proste zaniechania. (…) To jest casus stadionów budowanych na Euro, na które nikt teraz nie chodzi. Jeśli budujemy nowe filharmonie, a likwidujemy lekcje muzyki w szkołach, to jaki to ma sens? Kto będzie chodził potem do tych filharmonii? — dodawał.

Całość audycji do odsłuchania na stronach internetowej Trójki.

 

Źródło: wpolityce.pl